Być może o tym nie wiesz, ale
jesteś najlepszą osobą do rozmowy ze swoim wydawcą.
Nikt tego nie zrobi lepiej niż Ty.
Żaden agent, żaden prawnik.
Nikt za Ciebie nie zbuduje
tak dobrych relacji z wydawcą,
nikt za ciebie nie ustali
tak solidnych zasad współpracy.
Umowa wydawnicza nie jest taka straszna.
A ze mną – to już w ogóle jest przyjemność.
Ma zazwyczaj około 7 stron. Czasem mniej.
I powiem ci szczerze: przeczytanie ze zrozumieniem tych 7 stron
to prawdopodobnie najlepszy deal, jaki możesz zrobić.
Tych 7 stron decyduje o losach Twojej książki.
I nie wiem, ile stracisz, jeśli zostawisz to tak jak jest, dla świętego spokoju.
Ale wiem, ile możesz zyskać, jeśli pojmiesz wreszcie,
co to są te tajemnicze pola eksploatacji i dlaczego praw zależnych nie oddaje się lekką rączką.
Od lat pracuję z autorkami i autorami takimi jak Ty.
Czasem lądują na moim biurku umowy, które nigdy przenigdy nie powinny były być podpisane.
Wspólnie, krok po kroku zmieniamy te zapisy na lepsze.
Tego się da nauczyć.
Zawsze na początku słyszę, że: To standardowa umowa. Wszystko jest legalne. My tak działamy. Tego się tak nie robi.
No, samo się nie robi. Samo się nie zmieni.
Potrzebne jest dobre, mądre podejście, które pozwoli wydawcom przejść na Twoją stronę.
Na tym polega najlepsza negocjacja:
nie na forsowaniu i zmuszaniu, nie na siłowym narzucaniu stanowisk,
ale na przechodzeniu na tę samą stronę,
na koncentracji na szukaniu najlepszych rozwiązań.
Dlatego zrobiłam dla Ciebie kurs GAMECHANGER,
on zmienia zasady gry na wszystkich poziomach.
Po pierwsze: robi z Ciebie partnera do rozmowy, człowieka, który wie, o czym mówi i co podpisuje.
Który wie, czego chce i umie o tym rozmawiać z szacunkiem dla potrzeb drugiej strony.
Po drugie: uświadamia Ci, jaka jest Twoja pozycja i rola i dlaczego to wydawcy zależy, żeby podpisać z Tobą umowę.
Po trzecie: daje ci praktyczne narzędzia do rozmawiania z wydawcą.
Czasem wystarczy zadać to jedno pytanie, którego uczę w kursie.